czwartek, 5 listopada 2015

Baby steps





























Jeśli chodzi o szycie, często jestem rozdarta. Pobawić się z córą? Obejrzeć film z mężem? (Tyle ważnych rzeczy do zrobienia!) A może.. Posprzątać? (Serce się raduje, bo odpowiedź oczywista, ale sumienie ciągnie w swoją stronę..) Przecież nie mogę ciągle siedzieć przy maszynie, bo rodzina posmutnieje, a mnie obrosną pajęczyny i już nigdy od maszyny nie wstanę ;) Przyjęłam więc taktykę "z doskoku", całkiem nieźle się sprawdza, polecam każdemu. Jedziemy do rodziców? Ja biorę wykroje, tkaniny, papier, nożyczki.. A nuż uda się coś przerysować jak najmłodsza będzie uskuteczniać drzemkę, a ja przecież mogę rysować/wycinać gadając z mamą :) Mąż kąpie dziecko? Ja boczkiem, boczkiem, jeden szew zawsze do przodu. A że męża mam fajnego, to czasem bierze małą na spacer, a mnie zostawiają w mojej jaskinii (se, se, se! :)). Czasem, jak dziecko już zaśnie, a my akurat nie mamy planów na wieczór, to też mam trochę czasu. Takimi małymi kroczkami powstają czasem spore projekty. I wcale nie są aż tak bardzo zakurzone!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz